• Mika Olchowik

#1 clipping. | Visions of Bodies Being Burned

eksperymentalny hip hop | industrialny hip hop | horrorcore


Lubimy się bać, jeśli zagrożenie jest z dala od nas – czerpiemy pożywkę z oglądania krwawych masakr, zagmatwanych dramatów psychologicznych czy klaustrofobicznych slasherów pokroju Cube w momencie kiedy wiemy, że mamy do czynienia z fikcyjną fabułą, która nie ma swojego pokrycia w świecie rzeczywistym. Wyższy poziom wtajemniczenia i lęku następuje, kiedy w makabrycznej historii zauważymy odbicie porażek systemu.



Visions of bodies being burned to najnowszy projekt od clipping. – amerykańskiego trio, którego wokalistę Daveeda Diggsa większość słuchaczy może kojarzyć z ról Markiza de Lafayette i Thomasa Jeffersona w musicalu Hamilton. Diggs wraz z mocną obstawą producencką (William Hutson i Jonathan Snipes) tworzy projekt zgrabnie ślizgający się między gatunkami i żonglujący różnymi stylistykami – ich ilościowo skromna dyskografia już pozycjonuje ich jako jednych z najciekawszych i wszechstronnych twórców współczesnej sceny hip-hopowej. A dokonali tego pisząc między innymi kosmiczną rap-operę (Splendor & Misery), tym razem zaś wprowadzając nas w mroczny świat pełen legend, guseł i terroru. Okazuje się, że prawdziwy horror czai się gdzieś miedzy pogonią za władzą i potęgą a brutalnością, która nie urzęduje już tylko w tych najciemniejszych zaułkach ulicy.


Poprzedni album zespołu (There existed an addiction to blood) stanowił de facto pierwszą część dyptyku, garściami czerpiącego z estetyki horrorcore. Na obu częściach słuchowiska (bo de facto tak odbieram te wydawnictwa – jako ponad dwugodzinne, mrożące krew w żyłach słuchowisko z charyzmatycznym lektorem i równie symptomatyczną oprawą muzyczną) mamy do czynienia z fenomenalnym storytellingiem naszpikowanym przemocą i krwawymi torturami. Nie brak też odwołań do folkloru i miejskich legend, które mimo towarzyszącego im kiczu i halloweenowości okazują się jednak bardzo plastyczne i uniwersalne. Diggs błyszczy jako narraror tej makabrycznej opowieści - zaryzykowałabym stwierdzenie, że jest on jednym z lepszych tekściarzy na obecnej scenie rapowej. Jego historie wciągają jak najbardziej epicki film: wywołują w nas szereg skrajnych emocji, a flow artysty jest wprost uzależniające. Diggs prezentuje tu cały arsenał głosowej ekwilibrystyki, na przykład w Something Underneath, które jest wokalnym sprintem z rytualnymi bębnami i agresywnym noisem w tle.


Każdy z utworów na Visions opowiada mrożącą krew w żyłach historię – czasem bardzo dosadnie, głównie jednak operując metaforami, woalowaniem treści, odniesieniami do innych tekstów kultury. Na tym właśnie polega siła (i paradoks) albumów konceptualnych - są silnie podporządkowane swojej idée fixe, zostawiają jednak przestrzeń na indywidualną interpretację i poszukiwanie ukrytych sensów w ich przesłaniu. Weźmy na przykład Eaten Alive – tytuł utworu jest bezpośrednim nawiązaniem do filmu o tym samym tytule z 1976 roku, jednak poruszane w nim problemy są przerażająco aktualne. Diggs rapuje o postępującej degradacji środowiska, którą sami sobie zafundowaliśmy namiętnie zakrywając horyzont szarą płytą wieżowców.


When the fuck the swamp turn into a real estate?


Numer odnosi się też do aktów brutalności policji i agresji na ulicach Stanów Zjednoczonych, przyznając z goryczą, że za dużo ludzi poniosło śmierć, aby modlitwy mogły w jakikolwiek sposób ulżyć cierpieniu ich oraz ich bliskich.


It’s way too many dead around for fake-ass prayers to make a way


W Visions of bodies being burned trup ściele się gęsto (Body for the pile), w międzyczasie lądujemy w środku krwawej kanibalistycznej masakry (Something underneath), a także spotykamy się oko w oko z Candymanem (Say the name). Podobają mi się te kampowe wtrącenia z klasyki horrorów, jak na przykład sampel z kultowego Krzyku w 96’ Neve Campbell. Campbell w 1996 roku wcieliła się w rolę Sidney Prescott, głównej protagonistki filmu, która jest najcenniejszym punktem na mapie zabójstw Ghostface’a. Silna, bezpardonowa postać kobieca potrzebuje równie mocnej reprezentacji muzycznej, toteż clipping. zaprosiło na feata Cam & Chinę – i trzeba przyznać, że dziewczyny kapitalnie wykonały zadanie. Są charyzmatyczne, mają pióro ostre jak sztylet i błyskawicznie windują kawałkowi drogę do zostania jednym z tych najbardziej zapadających w pamięć. (BTW, numer jakże aktualny. This bitch boss – to o was, dzielne Babki. Rewolucja jest Kobietą).


Kolejnym mocnym punktem płyty jest Pain Everyday. W kompozycji wziął udział Michael Esposito, amerykański artysta i badacz EVP (Electronic Voice Phenomenon). W skrócie – Esposito zjeździł pół świata, tworząc różnego rodzaju nagrania, w których wyróżnić się dało specyficzne i niepokojące przygodne dźwięki (zdeformowane frazy wypowiedziane jakoby ludzkim głosem, niekiedy też pojedyncze słowa), które interpretowane są jako odgłosy duchów. Całość brzmi jak paranormalna rozrywka rodem z Grave Encounters i ilość przeprowadzonych badań tego zjawiska jest wprost proporcjonalna do liczby malkontentów i sceptyków tej teorii. Ciężko stwierdzić, czy to faktyczne głosy zza grobu czy zagubione sygnały radiowe, ale jako że zainteresowania Esposito i jego działalność artystyczna silnie polaryzowały z zamysłem clipping., trio zaprosiło go do współpracy i tak powstało wspomniane wcześniej Pain Everyday, w którego materiał muzyczny wplecione zostały jego terenowe obserwacje.


Jednak muzyka na tej płycie pełni nie tylko rolę ilustracyjną. Clipping. dźwiękowo kreuje świat pełen niedomowień, igrając z naszymi emocjami i wprowadzając w nowe wymiary odbierania muzyki. Producenci umiejętnie budują napięcie za pomocą wszelkiego rodzaju grzechotek i „przeszkadzajek”, łącząc drewno z zimnymi, metalicznymi brzmieniami. Jest dużo pisków, szumów, zniekształceń, które doprawione są akcydentalnymi szarpnięciami harfy czy, jak na przykład w Check the lock, absolutnie earwormową partią basu. W zdecydowanej większości utworów clipping. znakomicie ważą ilość instrumentów i efektów, pozostawiając muzykę skromną tam, gdzie nacisk pada na słowa, odbijając zaś to sobie na przykład w majestatycznym outro (Say the Name, Pain Everyday).


Ponownie jak w przypadku poprzednich płyt clipping., utwory na Visions przeplatane są krótkimi interludiami. Wytchboard to urywek rozmowy dwóch dziewczyn przeprowadzających spirytystyczny seans z tabliczką Ouija, Invocation operuje hipnotyzującym ostinatowym brzmieniem tonu o symbolicznej częstotliwości 666 Hz, Drove to terenowe nagranie beczących owiec. Te interludia stanowią tu pewne cezury, antrakty do kolejnych części tej historii, będąc zarazem obrazami głęboko zakorzenionymi w popkulturze strachu, bowiem wszystkie je znamy i kojarzymy ze szklanego ekranu.


Utwór kończący płytę to kolejny już ukłon w stronę performance art w dorobku zespołu. Utwór Yoko Ono Secret piece został wykonany przez niemal wszystkie osoby, które współtworzyły dyptyk. Performance polega na wykonaniu wybranej przez siebie nuty (chociaż sama Ono zmieniła później zapis i zasugerowała nutę f) przy akompaniamencie ptaków i dźwięków natury budzącej się ze snu, tuż przed wschodem słońca. Wraz z jego pojawieniem kończy się koszmar zeszłej nocy, jak i cały dyptyk.


Momentów, które mi „nie siadły” jest mało, ale są na Visions takie utwory, które według mnie nie wnoszą zbyt wiele do generalnego odsłuchu i nie zapadają w pamięć. Średnio podchodzi mi Looking Like Meat, mimo honorowego gościa w postaci legendy horrorcore’u: Ho99o9. Kawałek jest zwyczajnie monotonny - największy nacisk padł w nim na silnie zniekształcony bas, który jak monstrum z wielką paszczą zjada pozostałe elementy utworu, w tym flow Diggsa i charakterystyczny rap Ho9909’a. Można przyczepić się też do Enlacing, które nastrojowo odstaje od całości materiału i znacząco kontrastuje swoim mumble rapowym polotem. Myślę, że ten numer miał tu zagrać bardziej fabularnie niż muzycznie, jako narkotyczny trip tuż przed wschodem słońca w Secret Piece. Nie zachwyciło mnie też She Bad - może dlatego, że jest momentem załamania dynamiki po majestatycznym Make Them Dead z charakterystycznym sub basem i przeszywającymi wokalnymi harmoniami.


Całość tworzy muzyczno-literacki eksperymentalny spektakl, który mimo wszystko nie jest hermetycznym przedsięwzięciem i nie odstręcza swoją mroczną tematyką czy agresywną, noisową produkcją. Nie jest to jednorazowe słuchowisko, dźwiękowy performans, który wystarczy wysłuchać i przeżyć raz. Właśnie na tym polega siła clipping. – Visions tworzą fenomenalną całość złożoną z autonomicznych, równie rewelacyjnych numerów, do których z przyjemnością wracam. Niektórzy zarzucają zespołowi pewną akademickość brzmienia i jedynie muskanie horrorcore’u, ale czy komuś to przeszkadza?


Mi nie.


Ulubione kawałki: Say the name, 96’ Neve Campbell, Check the Lock, Make them Dead


doyoulikescarymovies?/10

  • Czarny Facebook Ikona
  • Czarny Instagram Ikona

KONTAKT| WSPÓŁPRACA

music.errordeluxe@gmail.com